piątek

18

Maj 2012

Rynki finansowe
Money.pl - wiadomości, notowania, giełda, kursy walut
NBP 2012-05-18
USD 3,4431 +0,69%
EUR 4,3683 +0,44%
CHF 3,6371 +0,44%
GBP 5,4356 +0,03%
Money.pl - Kliknij po więcej
GPW (2012-05-18 18:59)
WIG 37255.68 +0,07%
WIG20 2060.99 +0,19%
mWIG40 2267.37 -0,19%
sWIG80 9196.00 +0,15%
Najnowsze wiadomości
Najczęściej czytane
    bn

Polska Willa Kane’a czy Polska Janusza Palikota?

Autor: Roman Mańka

Data publikacji: 13 lutego 2012

foto

„W samo południe” to film o przywracaniu sprawiedliwości, przez duże S – powiedział Tomasz Sarnecki, twórca słynnego plakatu „Solidarności” z wyborów w 1989 r. Główne przesłanie jednego z najlepszych w dziejach kina westernów, „westernu nad westernami” – jak z uwielbieniem mówią niektórzy – jest wciąż aktualne. Zwłaszcza w Polsce fundamentalnym zadaniem wydaje się być przywrócenie sprawiedliwości, prawa, porządku publicznego i bezpieczeństwa.
Albo będziemy mieli Polskę Willa Kane’a, w której jest przestrzegane prawo, gdzie skutecznie działa państwo, gdzie istnieją zasady moralne, albo Polskę Janusza Palikota, gdzie każdy może sobie robić, co chce, np. palić marihuanę. To jest najważniejszy wybór, przed którym dzisiaj stoi Polska i jest to chyba również spór zasadniczy, który dzieli polskie społeczeństwo.
Perspektywa poznawcza
Czy Will Kane mógłby być we współczesnej Polsce bohaterem, symbolem i legendą naszego kraju, tak jak miało to miejsce w Ameryce? Western „W samo południe” jest filmem o bezkompromisowym, heroicznym szeryfie, który samotnie staje po stronie prawa, broniąc bojaźliwych mieszkańców miasteczka Haydeville przed bezwzględną czwórką rewolwerowców, tworzących bandę Franka Millera. Podkreślmy: Kane nie musi tego robić! Jego kadencja właśnie dobiegła końca, a on sam poślubił piękną Amy Fowler, jednak ze względu na obywatelski obowiązek i imperatyw moralny postanawia stawić czoła złu. Jak napisano na plakacie reklamującym film: „Był zbyt odważny, aby uciekać”. Czy taki człowiek mógłby być w dzisiejszej Polsce bohaterem? Każdy, kto chce zrozumieć wydarzenia, które miały miejsce w naszym kraju na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, powinien obejrzeć western „W samo południe” i z jego perspektywy próbować diagnozować sytuację. Podejrzana śmierć Michała Falzmanna, inspektora i głównego specjalisty w Najwyższej Izbie Kontroli, który przekazał opinii publicznej informację o defraudacji polskich zasobów finansowych; niejasne okoliczności wypadku Waleriana Pańki, prezesa NIK, depczącego po piętach aferzystom z FOZZ; nie do końca wyjaśnione kulisy zastrzelenia ministra sportu Jacka Dębskiego, mającego powiązania z jednym z liderów tzw. grupy wiedeńskiej – Jeremiaszem Barańskim, pseudonim „Baranina”; zabójstwo komendanta głównego policji gen. Marka Papały; uprowadzenie i zamordowania Krzysztofa Olewnika; afera Rywina, afera hazardowa. Żadna z tych spraw nigdy nie została całkowicie wyjaśniona. Tymczasem, gdyby w Stanach Zjednoczonych czy innym zachodnim państwie zabito szefa policji bądź jakiegoś innego szefa centralnej jednostki kontrolnej, nastąpiłoby polityczne trzęsienie ziemi. W Polsce wszystko rozeszło się po kościach. Nikt nie poniósł odpowiedzialności. Pomińmy już fakt, że nawet najpotężniejsze mafie świata, kolumbijska czy włoska, nie odważyły się targnąć na życie najbardziej prominentnych funkcjonariuszy państwowych, z wyjątkiem przypadków sędziego Giovanniego Falcone czy Paulo Borsellino. W Polsce do komendanta głównego policji, do ministrów strzelano jak do kaczek.

Dzikość odwrócona
Istnieje wiele analogii pomiędzy dzisiejszą Polską a miasteczkiem Dzikiego Zachodu – Haydeville. Zauważył to nawet po aferze hazardowej były minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki, mówiąc w rozmowie z reporterem TVN-24, że „Polska to dziki kraj”. Jednak jego słowa definiowały zgoła inny aspekt dzikości. Skierowane były przeciwko ludziom podobnym do Waleriana Pańki, Michała Falzmanna czy Willa Kane’a. Gdzieś w bliskim tle niezłomnego szeryfa twórca westernu „W samo południe”Fred Zinnemann ukazuje sposób myślenia mieszkańców Haydeville. Jest to świadomość odwrócona, jakby odbita w krzywym zwierciadle. Największym zagrożeniem nie są ci, którzy obiektywnie stanowią największe zagrożenie, lecz ten, który w imię prawa wydał im wojnę. Dochodzi do przewartościowania subiektywnych doświadczeń, asymetrii pomiędzy zagrożeniem realnym a antycypowanym. W świadomości ludzi gwarantami status quo stają się przestępcy. Oni narzucają swoje bandyckie reguły, swój porządek. Zaś dzielny stróż prawa, który rzuca im rękawicę, jest postrzegany jako zagrożenie, bo chce zburzyć to przestępcze status quo.

To jest nienormalne
Tak naprawdę western „W samo południe” nie jest opowieścią o męstwie i odwadze szeryfa, lecz o tchórzostwie i konformizmie mieszkańców Haydeville. Jest opowieścią o ludzkim oportunizmie i o społeczeństwie obywatelskim, a właściwie jego braku. Przeprowadźmy operację intelektualną. Wyobraźmy sobie, że Will Kane działa we współczesnej Polsce. W jaki sposób byłby oceniany w głównym nurcie opinii publicznej, w sferze mediów mainstreamowych, przez najważniejsze ośrodki opiniotwórcze? Czy postrzegano by go jako zbawienie, czy zagrożenie? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie już kiedyś padła. Oto, co Witold Gadomski pisał na łamach „Gazety Wyborczej”, podczas afery hazardowej: „Jeśli państwo uznaje hazard za legalny, dlaczego mamy go potępiać? Czy można mieć za złe biznesmenowi, że – mówiąc potocznie – chodzi za swoimi sprawami, że dopinguje urzędników, stara się zaprzyjaźnić z osobami mającymi wpływ na decyzje? Przecież tak się dzieje na całym świecie. (…) A w Polsce od kilku lat panuje absurdalna atmosfera podejrzliwości w kontaktach polityków z biznesem. To jest właśnie nienormalne”. To jest właśnie nienormalne, że dziennikarze „Gazety Wyborczej” głoszą takie bzdury. Przypomnijmy, że enuncjacja prasowa Gadomskiego odnosiła się do działań Ryszarda Sobiesiaka, który, dzwoniąc do jednego z burmistrzów, żądał natychmiastowego zwołania sesji rady miejskiej, aby zalegalizować pewne działania. „Zwołuj natychmiast radę gminy, bo gonią mnie terminy, musimy zalegalizować pewne działania, w razie czego podstawię samochód, żeby przywieźć radnych na sesję” – to fragment zeznań byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego, przed Sejmową Komisją Śledczą, w styczniu 2010 r.

Syndrom Barabasza
Will Kane działa w interesie publicznym bezinteresownie. Formalnie nie jest już szeryfem, jego kadencja właśnie się skończyła, a więc nikt mu nie zapłaci za ratowanie mieszkańców Haydeville. Nie musi także zabiegać o popularność, bo dopiero co się ożenił i zamierzał wyjechać z miasta. Jednak gotów jest poświęcić dobro rodzinne, ryzykuje własnym życiem, aby stanąć w obronie prawa, sprawiedliwości i innych ważnych wartości. Występuje jako orędownik dobrze pojętych norm życia wspólnotowego i społeczeństwa obywatelskiego. Przedkłada dobro ogółu nad własny interes. Jednak można sobie wyobrazić, w jaki sposób oceniliby go wyznawcy filozofii Janusza Palikota, ludzie pokroju Kuby Wojewódzkiego, Michała Figurskiego, Dody Elektrody czy Nergala, gdyby Will Kane działał w Polsce – „ale frajer”, „oszołom”, „faszysta”. Z kolei Tomasz Lis, Monika Olejnik, Katarzyna Kolenda-Zaleska mówiliby prawdopodobnie nieco bardziej eufemistycznym, poprawnym politycznie tonem, np.: „zagrożenie dla demokracji”, „pogwałcenie wolności”, „państwo policyjne”. Prof. Paweł Śpiewak opisał kiedyś taką ciekawą, a z drugiej strony symptomatyczną dla polskiej rzeczywistości, sytuację. W pewnej małej miejscowość ktoś kradł prąd. Złodziejem okazał się miejscowy burmistrz. Tymczasem realnie ukarano elektryka, który wykrył przestępczy proceder – zwolniono go z pracy. Nikomu innemu włos z głowy nie spadł. Jakoś dziwnie się złożyło, że po ogłoszeniu wyroku w sprawie zbrodni stanu wojennego, jedynym człowiekiem, który realnie poszedł siedzieć do więzienia jest Adam Słomka. W sprawie afery Rywina nikomu, oprócz samego Lwa Rywina i kilku drugorzędnych figurantów, nie postawiono zarzutów karnych. W sprawie afery gruntowej człowiek, który prawdopodobnie ostrzegł skorumpowane osoby, jest dzisiaj powszechnie eksponowanym ekspertem największych polskich mediów w zakresie prawa karnego i działań prokuratury. Czołowe polskie ośrodki opiniotwórcze zawierzyły postaci, która z premedytacją kłamała, złożyła fałszywe zeznania. W sprawie starachowickiej, główny oskarżony, Zbigniew Sobótka, został ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na kilka dni przed końcem prezydenckiej kadencji. Ułaskawiali również pozostali prezydenci: Lech Wałęsa – Andrzeja Zielińskiego, pseudonim „Słowik”, zaś nieżyjący Lech Kaczyński – wspólnika swojego zięcia, mec. Dubienieckiego, czyli Adama S., przedsiębiorcę z Kwidzyna. W sprawie posłanki Beaty Sawickiej najbardziej napiętnowaną publicznie osobą jest agent Tomek, człowiek, który złapał skorumpowaną parlamentarzystkę za przysłowiową „rękę”. W sprawie mafii węglowej wręcz „beatyfikowano” Barbarę Blidę, chociaż wiele okoliczności może wskazywać, że mogła być uwikłana w powiązania korupcyjne. W sprawie afery hazardowej do dziś nie wyjaśniono, kto – mówiąc kolokwialnie – „sprzedał cynę”; czyli kto dokonał przecieku. W Polsce karze się nie złodzieja, lecz policjanta. Nie raz już pisałem, że gdyby wyprowadzić na warszawski Plac Konstytucji czy na Plac Mickiewicza w Poznaniu Jezusa i Barabasza, ludzie krzyczeliby, aby ukrzyżować Jezusa. Winny jest nie ten, który pogwałca porządek publiczny, łamie prawo, korumpuje ludzi, lecz ten, który wykrywa przestępstwo, występuje w obronie prawa i interesu publicznego. Żyjemy w państwie o bardzo niskich standardach.

Lemingi i oszołomy
Postacie Willa Kane’a i Janusza Palikota zostały zestawione celowo. To zamierzona personifikacja poznawcza głębokiego społecznego podziału, jaki istnieje w Polsce. Ich twarze dobrze opisują sytuację, ilustrują sedno toczonego się w naszym kraju sporu, uwypuklają jego najistotniejsze elementy. Ten podział istnieje od dawna, funkcjonował jeszcze przed rokiem 1989, jednak w latach 90. został przykryty przez podział historyczny w optyce postkomuna – postsolidarność. Wybił na powierzchnię dopiero w połowie pierwszej dekady XX w., poprzez aferę Rywina. Polaryzacja PO-PiS jest jedynie powierzchowną i uproszczoną emanacją polityczną tego społecznego podziału. Jednak w kontekście analiz prowadzonych na płaszczyźnie społecznej, trafniej operować modelami personalnymi Willa Kane’a i Janusza Palikota. Z jednej strony mamy do czynienia z człowiekiem niezłomnym, bezkompromisowym, charyzmatycznym, wiernym wartościom, posiadającym ogromny szacunek dla prawa, potrafiącym działać dla dobra wspólnego, bezinteresownym, traktującym swoją pracę jako misję, umiejącym płynąć pod prąd, orientującym się na etos; z drugiej zaś strony, z osobą chwiejną, elastyczną politycznie, niehonorową, zmieniającą poglądy w zależności od koniunktury, ulegającą rozmaitym trendom oraz modom, nastawioną na karierę i konsumpcję. Jednak kontrasty tego podziału widać najlepiej poprzez pejoratywny opis istniejącej w jego strukturze opozycji, stosunek jednej strony prowadzonego sporu do drugiej. O Willu Kane zwolennicy Janusza Palikota powiedzieliby: „oszołom”; o Januszu Palikocie, osoby podzielające hierarchię wartości reprezentowaną przez Kane’a: „leming”. Lemingi i oszołomy to dwa różne sposoby na życie, wyrażające się w relacjach wobec państwa, narodu, dobra wspólnego, wartości transcendentalnych. Oszołom, używając pejoratywnej walencji tego terminu, to w istocie często ktoś szlachetny, poszukujący głębszego sensu życia, zdolny do działań bezinteresownych, bezkompromisowy w oczekiwaniu praworządności, sprawiedliwości, uczciwości, nie kierujący się jedynie własnym egoizmem, potrafiący w sposób wyrazisty artykułować własne poglądy. Zaś leming to ktoś ulegający trendom i modom, konformista dostosowujący się do obiektywnych warunków otoczenia, determinowany w większym stopniu motywami egoistycznymi. Oszołomy orientują się bardziej na „być”, natomiast lemingi na „mieć”. Mieszkańcy miasteczka Haydeville byli lemingami, bo dla własnej wygody nie potrafili stanąć w obronie prawa. „W samo południe” opowiada nie tylko o heroicznym stróżu prawa, lecz także o lemingach. W ich zaś percepcji Will Kane był oszołomem, gdyż potrafił działać na rzecz dobra wspólnego, zrobić coś ponad standard. Jednak lemingi tego nie zrozumieją, bo mierzą innych swoją własną miarą. Jeżeli ktoś coś robi, to musi mieć w tym jakieś interes.

Cnota czy status?
Dla jednych ważniejszy jest status dla innych cnota. Po jednej stronie stoją ludzie pryncypialni, po drugiej koniunkturalni. Część osób nie widzi niczego zdrożnego w przyjęciu koperty z pieniędzmi pod stołem, traktuje to jako normalną praktykę występującą na styku państwa i biznesu. A więc fundamentalny dylemat, który stoi przed polskim społeczeństwem na początku XXI w., dotyczy ceny kariery. Ile może moralnie kosztować kariera? Czy w imię jej osiągnięcia można poświecić cnotę, honor, etos? Czy tylko nasze interesy, nasza wygoda mogą być sensem życia?
Ideologia polskiego establishmentu
Janusz Palikot to polityczna emanacja pewnej obecnej od dawana w polskim życiu społeczno-politycznym postawy. Ale w sferze aksjologicznej lepsze byłoby zestawienie Willa Kane’a z Jurkiem Owsiakiem. Hasło: „Róbta co chceta” stało się w Polsce myślą przewodnią dominującej ideologii, narzucanej przez czołowe ośrodki opiniotwórcze. Ta filozofia jest mocno propagowana od początku lat 90. XX w. Jej politycznym adwokatem było wcześniej w jakimś stopniu SLD, a dziś stał się nim właśnie Janusz Palikot. U podstaw tego popularnego wśród tzw. establishmentu paradygmatu leżą dwa postulaty: po pierwsze – tolerancja, po drugie – permisywizm prawny i wychowawczy. Nie można mieć pretensji do tolerancji, gdy dotyczy ona praw mniejszości etnicznych, seksualnych czy wyznaniowych. Nowoczesne państwo powinno budować wspólnotę, tworzyć warunki do rozwoju społeczeństwa multikulturowego, szerzyć formy życia wspólnotowego. Jednak kanonu przyjaznego państwa nie można rozciągać na ludzi zagrażających wspólnocie. Tolerancja i permisywizm muszą mieć swoje granice. W stosunku do przestępców instytucje państwa powinny działać bezkompromisowo, czasami brutalnie, na pewno skutecznie. Trzeba stawać przede wszystkim w obronie tych, którzy stanowią zdrową tkankę społeczeństwa. W tym kontekście niezwykle pouczająca jest dramatyczna historia półrocznej Magdy zabitej (świadomie lub nie, celowo bądź przypadkowo) przez swoją matkę. Mieliśmy do czynienia z dwoma skrajnie różnymi modelami działań. Dogmatycznym permisywizmem w postępowaniu organów policji i pragmatyzmem Krzysztofa Rutkowskiego. I jakby kontrowersyjne nie były metody poczynań Rutkowskiego, to jednak on w tej sytuacji okazał się bardziej skuteczny. Zaś policja po raz któryś zawiodła, nie potrafiła zadośćuczynić oczekiwaniom społecznym. Filozofia nadmiernej tolerancji i permisywizmu po raz kolejny na przestrzeni ostatnich 20 lat okazała się nieefektywna. Jednak symptomatyczna jest ocena tej sytuacji przez czołowe ośrodki opiniotwórcze. Powtarza się ten sam rodzaj narracji emitowanej w główny nurt opinii publicznej. Winny jest ten, który wskazał rzekomego przestępcę. Obnaża się nie indolencję, lecz skuteczność. Nie po raz pierwszy w okresie transformacji czynniki opiniotwórcze pokazują, że nie znoszą i nie zamierzają tolerować – być może w imię tej samej tolerancji, którą głoszą – skutecznych szeryfów. W tym schemacie opisu rzeczywistości wrogiem publicznym numer jeden stają się nie przestępcy czy nieudolna policja, lecz szeryf. Dlatego rzeczywistość społeczno-polityczna współczesnej Polski przypomina sytuację jaką znamy z filmu „W samo południe”, a która panuje w miasteczku Haydeville. Tam również większym niebezpieczeństwem w oczach społeczeństwa są nie bezwzględni rewolwerowcy z bandy Franka Millera, lecz pryncypialny obrońca prawa, Will Kane, który chce naruszyć istniejące, konformistyczne status quo. To jemu ludzie proponują, aby wyjechał z miasta. Ale on zostaje, bo nosi w swym sumieniu etos szeryfa, moralne poczucie obowiązku.

Mentalność krowy
Polska elita będzie głosić apoteozę destruktywnego ze społecznego i etycznego punkty widzenia hasła: „Róbta co chceta”. Jest to typowe dorabianie ideologii do sytuacji. Ten sposób myślenia stanowi racjonalizację dwuznacznych etycznie i nie zawsze zgodnych z prawem działań establishmentu. Ludzie znajdujący się na szczytach politycznej czy społecznej hierarchii chcą korzystać ze swoich statusów, zapewnić sobie przywileje. Wszak korupcja pozwala na sięgnięcie po zasoby nierejestrowanych zysków, budowanie fortun; zaś sieci klientelistyczne pomagają w budowaniu dominującej pozycji. Kontakty z przestępcami mogą w pewnych aspektach okazać się przydatne, w zakresie gwarantowania przewagi nad konkurencją czy resztą społeczeństwa. Tak naprawdę polska elita nie posiada własnej ideologii. Dopasowuje poglądy do tego, co przynosi korzyść, co w danej chwili jest modne i zgodne z panującymi trendami. Kiedyś jeden z polityków powiedział, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Na to błyskotliwie odpowiedział prof. Bogusław Wolniewicz: „Ale wy jesteście dokładnie tacy sami, jak ta krowa, wasz zasadniczy pogląd nigdy nie ulega zmianie”. Wyostrzając nieco argumentację, hipotetycznie można sobie wyobrazić, że Kuba Wojewódzki poprowadzi audycję w Radiu Maryja, jeżeliby mu tylko dobrze zapłacili i byłoby to zgodne z dominującym trendem. Elicie chodzi przede wszystkim o kasę. Establishment zabezpiecza konformistyczne status quo, hołduje konsumpcjonizmowi. Dlatego hasło: „Róbta co chceta”, abstrahując od pozytywnej działalności Jurka Owsiaka, trafia na podatny grunt, racjonalizuje postawę przejawiającą się w obalaniu moralnych nakazów oraz instrumentalnym, relatywnym traktowaniu prawa. Istniejący w polskim społeczeństwie podział najlepiej zrozumieć poprzez stosunek do paradygmatu: „Róbta co chceta”. Wydaje się, że obydwie strony prowadzonego sporu się doorientowują właśnie do tego postulatu i w odniesieniu do niego konstytuują swoją postawę.

Metapolityka – etos gwiazdy szeryfa
W państwie, które proponuje Janusz Palikot, będzie dominowała filozofia: „Róbta co chceta”. Już dziś nawołuje się do zalegalizowania miękkich narkotyków, w sejmie, w sposób niezwykle zuchwały, popularyzowane jest palenie marihuany. Są to przejawy państwa zdegenerowanego. Państwo Willa Kane’a to państwo prawa, w którym obowiązują jasne reguły, zaś tolerancji nie rozciąga się na przestępców. Wolność i permisywizm muszą mieć swoje granice. W życiu publicznym powinien dominować etos, wysokie standardy i poszanowanie dla zasad moralnych. Należy przywrócić transparentność jako fundamentalną regułę polityki. Czym wyżej się znajdujesz w społeczno-politycznej hierarchii, tym mniej ci wolno. Sięgnąć po kanon polityki poważnej i realnej, tworzyć doniosłe aksjomaty metapolityki. Popularyzować nowoczesne formy życia wspólnotowego, społeczeństwa obywatelskiego i poszanowania dla prawa. Nastawić społeczeństwo na treść i poszukiwanie głębokiego, wykraczającego ponad doraźną konsumpcję, sensu życia. Budować instytucje państwa a także relacje społeczne w oparciu o prawdę i sprawiedliwość. Bezwzględnie ścigać przestępców i gloryfikować bezkompromisowych stróżów prawa. W prawdziwym społeczeństwie obywatelskim Will Kane nigdy nie pozostałby sam, nigdy nie musiałby rzucać gwiazdą szeryfa ludziom pod nogi. Obok niego, przy jego ramieniu, stanęłaby cała obywatelska wspólnota. Największym sprzymierzeńcem przestępców jest zawsze destruktywny ludzki konformizm i zatomizowane, obojętne społeczeństwo. Państwa prawa nie można mylić z państwem policyjnym.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”.

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


pięć × = 45

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


Reklama
Facebook