poniedziałek

21

Maj 2012

Rynki finansowe
Money.pl - wiadomości, notowania, giełda, kursy walut
NBP 2012-05-21
USD 3,3928 -1,46%
EUR 4,3322 -0,83%
CHF 3,6070 -0,83%
GBP 5,3656 -1,29%
Money.pl - Kliknij po więcej
GPW (2012-05-21 18:59)
WIG 37790.45 +1,44%
WIG20 2096.35 +1,72%
mWIG40 2290.50 +1,02%
sWIG80 9246.03 +0,54%
Najnowsze wiadomości
Najczęściej czytane

Poważne ostrzeżenie dla Polski

Data publikacji: 22 stycznia 2012

Ostatnio ukazał się raport Banku Światowego o perspektywach globalnej gospodarki w latach 2012-2013. Poniżej cytat z informacji prasowej Banku Światowego. Skoro dali akurat ten cytat, to chcieli na niego widocznie zwrócić uwagę: „An escalation of the crisis would spare no-one. Developed- and developing-country growth rates could fall by as much or more than in 2008/09”. Po polsku oznacza to: „Dalsze nasilanie się kryzysu może doprowadzić do tego, że wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych i rozwijających się spadnie bardziej niż w latach 2008-2009. Nikt nie zostanie oszczędzony”. W raporcie jest też napisane, że działania z obszaru polityki fiskalnej oraz pieniężnej będą tym razem znacznie mniej efektywne niż w 2009 r., z oczywistych względów zatem okres wolnego wzrostu będzie długi.

Podstawowy scenariusz
Raport na trzeciej stronie dodaje ostrzeżenie, które jest ważne dla Polski. Jeżeli banki w krajach rozwiniętych będą zmuszone sprzedać swoje spółki córki w krajach mniej rozwiniętych (np. w Polsce – moje przypomnienie), wówczas giełdowe wyceny banków z kapitałem zagranicznym i banków krajowych mogą gwałtownie spaść, pogarszając wskaźniki adekwatności kapitałowej i prowadząc do dalszego ograniczenia kredytu. Przypomnę, że region o największym udziale kapitału zagranicznego w sektorze bankowym na świecie to Europa Środkowo-Wschodnia, więc ten efekt będzie mocno odczuwalny w naszym regionie, również w Polsce. W tym kontekście jeszcze raz przypominam moją prognozę WIG20: w 2012 r. będzie trzycyfrowy. A sektor bankowy ma duży udział w WIG20. Najpierw Eurogeddon, potem Developeddon, potem Globalgeddon. Tak ostrzega Bank Światowy, dla którego jest to scenariusz ostrzegawczy. Dla mnie to scenariusz podstawowy.

Wypowiedzi, które rzucają na kolana
Z kolei osoby zainteresowane bezpieczeństwem swoich oszczędności, ulokowanych w europejskim systemie bankowym, powinny przeczytać artykuł w „Financial Times”, opisujący propozycje kanclerz Angeli Merkel, po obniżeniu ratingu krajom strefy euro. Dwie wypowiedzi rzucają na kolana. Najpierw, jak zauważył Paul Krugman, z którym wyjątkowo się tym razem zgadzam, Standard and Poors napisał, że dalsze zacieśnianie polityki fiskalnej pogłębi recesję w strefie euro i doprowadzi do nasilenia się kryzysu. W odpowiedzi kanclerz Merkel wezwała do przyspieszenia procesu wprowadzenia twardych reguł fiskalnych, co właśnie zwiastuje dalsze nasilenie się kryzysu. Przypomnę moje zdanie, należy jak najszybciej zredukować dług krajów PIGS (państwa o złej sytuacji budżetowej – Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania) do poziomu, który da się obsłużyć, co będzie wymagało nacjonalizacji banków strefy euro, z powodu olbrzymich strat, które i tak się pojawią, tyko później będą jeszcze większe. Ale najlepszy fragment znajduje się na końcu artykułu, cytuję go po angielsku, żeby nie uronić ani słowa:
„Speaking on the fringes of a start-of-year retreat of her Christian Union lawmakers in the city of Kiel, Ms Merkel said she would consider calls from her party colleagues for legislation to bar institutional investors such as insurance companies from selling bonds when ratings were downgraded, or fell below investment grade”.
Tłumacząc to na polski: „Niemcy rozważą propozycje zakazu sprzedaży obligacji rządowych strefy euro przez inwestorów instytucjonalnych po obniżeniu ratingu lub gdy obligacje osiągną rating śmieciowy”. Jeżeli inwestorzy instytucjonalni
z całego świata wezmą te słowa na poważnie, to rozpocznie się masowa wyprzedaż obligacji krajów strefy euro, żeby zdążyć przed zakazem. Mam nadzieję, że rzecznik rządu Niemiec sprostuje tę wypowiedź, zanim rynki otworzą się
w poniedziałek (23 stycznia). Kanclerz Merkel weszła w rolę grabarza strefy euro. Chyba poprawniej będzie „grabarki”.
Postawmy wreszcie na polskich inwestorów
Jak gdyby w tle europejskiego kryzysu przez media przetoczyły się ekstatyczne informacje, że inwestorzy zagraniczni stworzyli w Polsce, w pierwszych 10 miesiącach 2011 r., około 10 tys. miejsc pracy oraz zainwestowali rekordową kwotę prawie 10 mld euro. Inwestorów zagranicznych nosimy na rękach, mamy dla nich czerwone dywany, ulgi podatkowe, specjalne traktowanie. Tymczasem, według badania BAEL, w podobnym okresie powstało w Polsce 90 tys. miejsc pracy, czyli polscy inwestorzy stworzyli 80 tys. miejsc pracy, mimo że są sekowani chorymi przepisami i gnębieni coraz wyższymi podatkami. Pisałem o tym wielokrotnie. Czas zmienić optykę. Inwestorzy zagraniczni powinni być mile widziani w Polsce tylko wtedy, jeżeli przynoszą ze sobą inwestycje w wysokie technologie, jeżeli instalują centra badawcze. Ile patentów w zeszłym roku miały firmy zagraniczne w Polsce (tych danych jeszcze nie ma, ale obstawiam liczę między 0 a 10). To wynik błędnej polityki przyciągania przypadkowych inwestycji do Polski.

Tanie miejsca pracy bez przyszłości
Napiszę jeszcze raz: Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych powinna zostać przekształcona w Export and Investment Poland i powinna zająć się promocją polskich firm za granicą. Miejsca pracy w Polsce powinny tworzyć w coraz większym stopniu polskie firmy, które dokonują ekspansji na rynkach międzynarodowych. Wtedy mamy szansę stać się bogatym krajem, bo będą powstawały wysoko opłacane miejsca pracy. A jak zabudujemy Polskę zagranicznymi supermarketami, to będziemy tworzyli miejsca pracy dla kasjerek po 300 euro na miesiąc, a po kilku latach automatyczne kasy wymyślone w Niemczech i wyprodukowane w Chinach i tak wyślą te kasjerki na bezrobocie. Tylko kto się tym zajmuje. Są ważniejsze sprawy w Sejmie, takie jak zoofilia. Na marginesie, z innego raportu GUS wynika, że liczba pracujących w Polsce w okresie wrzesień 2010 – wrzesień 2011 wzrosło 0 1,6 proc., a w tym samym czasie zatrudnienie w administracji publicznej ZUS i obronie narodowej spadło o 3,3 proc. To pierwszy taki spadek po 20 latach wzrostu biurokracji. Ponieważ nie widziałem strajków ani protestów, jestem ciekaw, czy to statystyczna aberracja, czy faktycznie ruszyły zwolnienia w administracji.

 

Autor jest wybitnym polskim ekonomistą, posiada tytuł naukowy profesora nauk ekonomicznych. W przeszłości pełnił funkcję wiceprezesa NBP, był także konsultantem Banku Światowego. Obecnie jest rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej „Vistula” w Warszawie.

Jedna myśl nt. „Poważne ostrzeżenie dla Polski

  1. Tlumaczenie chyba nie dokonca jest precyzyjne w cytowanym zdaniu kanclerz Merkel (…Ms Merkel said she would consider calls from her party colleagues for legislation to ban institutional investors such as insurance companies from selling bonds when ratings were downgraded, or fell below investment grade”
    ) nie widze jednoznacznego odniesienia do „obligacji rzadowych” (Gov Bonds) widze odniesienie tylko do obligacji (Bonds), ktore to moga byc wystawiane przez rzady ale rowniez przez duze korporacje. Na podstawie tego konkretnego cytatu nie da sie jednoznacznie stwierdzic o jakich obligacjach kanclerz Merkel mowila, moze o calym rynku obligacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


dwa × = 2

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


Reklama
Facebook