Byli przedstawiciele Służb Specjalnych w biznesie i polityce – kazus generała Czempińskiego
Data publikacji: 4 stycznia 2012
Kilkanaście tygodni temu zatrzymany został na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach były szef Urzędu Ochrony Państwa (poprzedniczka Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego) generał bryg. Gromosław Czempiński, w związku z toczącym się od dłuższego czasu śledztwem w sprawie tzw. prania brudnych pieniędzy oraz korupcji, w kontekście prywatyzacji dwóch wielkich firm państwowych. Następnie generałowi Czempińskiemu przedstawiono zarzuty karne i za poręczeniem majątkowym 1 mln zł zwolniono go z aresztu.Bogdan Święczkowski – Co spowodowało, że były szef polskich służb specjalnych, generał brygady w stanie spoczynku, emeryt mundurowy z niemałym uposażeniem, podobno osoba uwielbiana przez służby amerykańskie za uwolnienie ich dyplomatów z Iraku, mógł uwikłać się najprawdopodobniej w działalność przestępczą na styku biznesu i polityki? Co powoduje, że byli szefowie polskich służb specjalnych oraz inni wysocy funkcjonariusze tych służb, po odwołaniu ze stanowisk, zajmują się biznesem, prowadzą działalność gospodarczą a częstokroć niestety pojawiają się w tle, czy też jako główni aktorzy, w aferach przestępczo-politycznych?
Panowie życia i śmierci
Odpowiedzi jest wiele. Przede wszystkim zależy to od charakteru człowieka, jego przyzwyczajeń, stylu życia i drogi życiowej. Praca w służbach specjalnych, w szczególności operacyjna w wywiadzie, oprócz oczywiście wielu wyzwań, niebezpieczeństw czy wyrzeczeń, rodzi też wiele pokus i przyzwyczajeń. Oficer taki, w celu uwiarygodnienia się w danym środowisku, dysponuje nierzadko wielkimi sumami pieniędzy operacyjnych, prowadzi luksusowy tryb życia, poznaje „możnych tego świata” i staje się na jakiś czas jednym z nich. Często taki styl życia jest tak atrakcyjny, że zainteresowany chce go kontynuować po zakończeniu zadania operacyjnego czy służby. Podobnie jest z osobami kierującymi służbami specjalnymi. Status szefa służby specjalnej, w szczególności cywilnej, m.in. takich jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Agencji Wywiadu, to wielka władza, wiele przywilejów i udogodnień; możliwość nawiązania wielu atrakcyjnych znajomości oraz przyjaźni na szczytach władzy państwowej, ale i biznesu prywatnego lub publicznego. Każda z takich osób chce z oczywistych powodów poznać takiego szefa służby, zaprzyjaźnić się, zapewnić sobie życzliwość, przychylność czy nawet ochronę. Taki szef służby ma też dostęp do wielu wrażliwych informacji z każdej sfery życia. Poznaje największe tajemnice państwowe, gospodarcze, obyczajowe. Wie o najważniejszej agenturze i o tym, kto kim jest w Rzeczpospolitej i dlaczego nim jest. Wielu może nabrać przekonania, że stają się „panami życia i śmierci”.
Amnezja państwa
A co dzieje się po odwołaniu. Dobrze gdy taki były szef zostaje emerytem lub wraca do poprzedniej pracy. Niektórzy jednak muszą szukać innej pracy albo zajęcia. Kończą się przyjęcia oraz życzliwość władzy państwowej. Wielu tak zwanych przyjaciół bądź kolegów zapomina o takiej znajomości. Niektórzy z nich nawet publicznie wypierają się poszczególnych znajomości. Państwo polskie szybko zapomina o byłych szefach służb specjalnych, w szczególności o tych kojarzonych z innymi opcjami politycznymi niż aktualnie rządząca, lub o tych znanych z bezkompromisowości. Nie oferuje im pomocy, czy możliwości zaistnienia w życiu publicznym jako np. doradców, ekspertów. W Polsce, w przeciwieństwie do wielu państw zachodnich, nie akceptuje się też w działalności polityczno-publicznej byłych szefów służb specjalnych, przynajmniej na pierwszym planie. Powszechnie wiadomo, że generał Czempiński miał być jednym z inspiratorów stworzenia obecnej partii rządzącej – Platformy Obywatelskiej, ale przecież sam nie zaistniał jako jeden z liderów tego ruchu politycznego. Bywa, że niektórzy odgrywają pewne role w spektaklach politycznych, takich jak tzw. afera Jaruckiej.
Informacja jest bronią
Ale jeden atut takim byłym szefom czy wysokim funkcjonariuszom zostaje – wiedza o wielu tajemnicach i osobach. W czasie służby poznają oni m.in. tajne informacje związane z funkcjonowaniem wielu przedsiębiorstw, tajemnice handlowe, transferowe. Przykładem niech będzie informacja, która wynika z komunikatu PAP z 6 kwietnia 2009 r., zgodnie z którą ABW uzyskała dane o 220 umowach i kontraktach, jakie zawarły w latach 2007-2009 spółki skarbu państwa. Osoby takie znają tożsamość najważniejszej agentury w biznesie, instytucjach publicznych, mediach. Wiedza ta nie wyparowuje z chwilą opuszczenia służby. Informacje zaś są wielce przydatne w działalności biznesowej, zwłaszcza na styku prywatny przedsiębiorca–państwo, i to zarówno w sferze kontraktowej, jak i kontrolno-skarbowej. Poza tym to z reguły ludzie w sile wieku, doskonale znający języki obce, mający jeszcze energię oraz dużą wiedzę merytoryczną z zakresu procedur i metod uzyskiwania informacji przydatnych dla biznesu oraz chcący ją spożytkować. Nieprzypadkowo zatem wielkie przedsiębiorstwa – z reguły zajmujące się obrotem i produkcją specjalną na całym świecie, także w Polsce – z wielką ochotą zatrudniają właśnie takich emerytowanych funkcjonariuszy czy szefów służb specjalnych, częstokroć na eksponowanych stanowiskach. Byli szefowie zajmują się też doradztwem, lobbingiem i konsultingiem. W takiej działalności może jednak okazać się, że pomyleniu ulegają role, zwłaszcza w sferze kontaktów prywatno-publicznych, szczególnie przy okazji kontraktów rządowych, w trakcie których spotykają się i rozmawiają z byłymi kolegami z instytucji publicznych. W czasie takich spotkań a także rozmów, łatwo jest przekroczyć tę cienką „czerwoną linię”, dzielącą np. legalny lobbing od przestępczej zmowy czy propozycji korupcyjnych. W tym kontekście warto przypomnieć, że karalną propozycją korupcyjną jest nie tylko propozycja wręczenia korzyści majątkowej, np. pieniędzy, sprzętu, domu itp., ale także każda korzyść osobista np. awans zawodowy, wysokopłatna praca w biznesie czy też seks. Firmy konsultingowo-doradcze mogą być wykorzystywane – wielokroć nieświadomie dla ich właścicieli – do ukrytego przekazywania, księgowania, przelewania wysokich sum pieniężnych, stanowiących przedmiot szeroko pojętego przestępstwa korupcyjnego (korupcji, powoływania się na wpływy, oszust i defraudacji). Sam udział takiej firmy w łańcuszku ukrywającym źródło pochodzenia pieniędzy oraz ich odbiorcę, może być przestępstwem tzw. prania brudnych pieniędzy.
Transfer ze sfery służb do biznesu
Jak wiemy z doniesień medialnych, najprawdopodobniej właśnie w takich działaniach miał wziąć udział Gromosław Czempiński, szef Urzędu Ochrony Państwa w latach 1993-1996. Z jego publicznie dostępnego życiorysu wiemy, że był wieloletnim pracownikiem służb specjalnych, zarówno Polski czasów komunistycznych, jak i niepodległej już III Rzeczpospolitej. Ukończył Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Poznaniu. Jest absolwentem Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadowczych w Kiejkutach. W latach 70. ubiegłego wieku pracował na różnych stanowiskach w Służbie Bezpieczeństwa w Departamencie I MSW (wywiad); m.in. służył w USA. W latach natomiast 80. pracował w kontrwywiadzie SB. Po zlikwidowaniu SB i powstaniu w 1990 r. UOP, został pozytywnie zweryfikowany i przyjęty do tej służby. Media informują, że brał udział w operacji wywiezienia jesienią 1990 r. amerykańskich agentów CIA z Iraku, co miało doprowadzić do umorzenia część polskiego długu oraz nagrodzenia biorących w niej udział polskich funkcjonariuszy wysokimi odznaczeniami amerykańskimi. Początkowo w UOP był zastępcą dyrektora Zarządu Wywiadu UOP, a od stycznia 1993 r. – zastępcą szefa UOP, po czym został szefem tej służby. Odszedł ze stanowiska po tzw. aferze Olina – domniemanej współpracy ówczesnego premiera RP Józefa Oleksego z rosyjskimi służbami specjalnymi. Po przejściu w stan spoczynku – to jest na emeryturę mundurową – zaczął interesować się i zajmować biznesem. Według „Gazety Wyborczej” zasiadał w radach nadzorczych oraz zarządach m.in. Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu i BRE Banku. Założył też firmę doradczą.
Historyczne obciążenie
W przypadku gen. Gromosława Czempińskiego mamy do czynienia zatem z jeszcze jedną negatywną przesłanką. Otóż generał jest byłym funkcjonariuszem peerelowskich służb specjalnych, przez większy okres służby niezwiązanym zasadami przestrzegania prawa oraz zapewne znającym wielu niezweryfikowanych funkcjonariuszy byłej bezpieki, a także wielu ich agentów, którzy w chwili obecnej mogą funkcjonować w prywatnym biznesie, władzy państwowej oraz różnego rodzaju organizacjach, niekoniecznie przestrzegających prawa. Takie znajomości i związki oraz chęć wykazania się w nowym środowisku biznesowym, połączone z chęcią „odrobiny luksusu”, może prowadzić do działań przekraczających standardy menedżersko-biznesowe. Nie znając całości materiału dowodowego zgromadzonego w śledztwie prokuratorskim ani zarzutów przedstawionych generałowi, nie sposób odnieść się do jego ewentualnej odpowiedzialności karnej. W polskim procesie karnym obowiązuje jednak zasada domniemania niewinności i to prokurator musi wykazać winę podejrzanego. Zdarza się odwrotnie, co jest patologią polskiego systemu prawa karnego. W niniejszym wypadku – znając determinację prokuratorów z Wydziału V ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji, Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach – nie mam wątpliwości, że postępowanie karne prowadzone jest i będzie drobiazgowo oraz skrupulatnie, a prawa generała, jak każdego obywatela RP, w pełni zagwarantowane. Zastosowany środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowe wydaje się być wystarczający dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania karnego.
Silny charakter i lojalność wobec państwa
Wskazane problemy z funkcjonowaniem byłych szefów służb specjalnych poza służbą nie są najgorsze. Najgorszym byłoby, gdyby ich wiedza oraz umiejętności – pod przykryciem działalności publicznej, biznesowej czy społecznej – wykorzystywana została przez wywiady obcych państw. Znane są w historii służb specjalnych przypadki wykorzystywania firm handlowo-produkcyjnych do uzyskiwania informacji niejawnych, czy werbowania agentów. Jednak mimo wszystko, nawet wobec braku jakiejkolwiek polityki państwa wobec byłych wysokich funkcjonariuszy służb specjalnych, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, nie można akceptować żadnych zachowań takich ludzi balansujących na pograniczu prawa. W ich wypadku należy wymagać dużo wyższych standardów moralno-etycznych, w dalszym ich życiu – nie tylko zresztą zawodowym. Nie jest żadnym uzasadnieniem trudna sytuacja życiowa, czy finansowa. Jeśli było się szefem służb specjalnych w państwie nieustannie transformującym się, trzeba mieć silny charakter, bo jak to podobno zwykł mawiać klasyk Lech Wałęsa „Kto ma miękkie serce musi mieć twardą…”.
Autor jest prawnikiem i byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W przeszłości pełnił funkcję dyrektora prokuratury krajowej oraz dyrektora biura ds. przestępczości zorganizowanej.
Tagi: Czempiński, polityka, służby specjalne


